Ukłon w stronę widza wybrednego - o SEANSIE na łamach magazynu Zwierciadło

„Na moim teatralnym szlaku Polski tym razem znalazł się Sopot i Scena Kameralna Teatru Wybrzeże, na której już ponad rok grany jest słynny SEANS Noela Cowarda w reżyserii Adama Orzechowskiego.

Wybitny dramaturg napisał SEANS w 1941 roku w bombardowanym Londynie. Komedia powstała ku pokrzepieniu serc londyńskiej widowni, wielbiącej farsy i słynne teatralne popołudniówki, ale uważny widz odnajdzie w tym dowcipnym i przewrotnym tekście wiele uniwersalnych treści. Szczególnie w sopockiej inscenizacji, gdzie reżyser starannie pracował z aktorami nad słowem.

Bardzo lubię małe sceny i farsy, bo to największy sprawdzian dla aktora i reżysera. Widać wtedy wszystko jak w mikroskopie. Zawsze interesują mnie także nowe twarze na scenie - spektakl ogląda się wówczas „na biało", bez żadnych oczekiwań. Z radością zasiadłam więc w sobotni grudniowy wieczór na pełnej widowni sopockiego teatru. I nie zawiodłam się. Aktorzy grali lekko, świetnie bawiąc się narzuconą im przez reżysera konwencją. Orzechowski postawił na grę słowem i absurd, stopniowo odsłaniając kolejne warstwy tekstu. To ukłon w stronę widza wybrednego, który lubi aluzje i niedopowiedzenia oraz inteligentne nawiązania do współczesności (świetny dobór muzyki i choreografia).

Uwagę przykuwa dojrzały warsztat Joanny Kreft-Baki (Ruth) i magnetyczny urok przaśnej i dynamicznej Agaty Bykowskiej (Madame Arcati). Gdy Bykowska śpiewa SUMMERTIME, drżą mury teatru, gdy celebruje swoje spirytystyczne misterium - nie sposób oderwać od niej wzroku. Joanna Kreft- Baka ma ten szczególny wdzięk i inteligencję, które tak cenię u aktorek. Gra delikatnie, wyraziście, świetnie partnerując nieznośnemu Karolowi (Grzegorz Gzyl). Czułam, że są ulubieńcami sopockiej widowni. Na scenie dobrze się czują i chyba po prostu lubią ze sobą grać.

Fantastycznym pomysłem jest duet malowniczej i histerycznej pary gejów: Pata Bradmana (Jerzy Gorzko) i i dra Joe Bradmana (Mirosław Krawczyk). Dojrzali aktorzy, świadomi swoich możliwości zagrali świetną etiudę.

Adam Orzechowski wykorzystał każdą okazję do wzmocnienia akcji wyrazistą choreografią. Dawno nie widziałam tak sprawnych aktorów na scenie: wspinają się, tańczą, skaczą, ani na chwilę nie tracąc rytmu gry. Wyobrażam sobie, że przed premierą musiało być wiele prób. Starannie wymyślono także wszelkie niuanse spirytystyczne: dymy, trzaski, sztuczne ognie - czego tam nie ma! Chwilami naprawdę się bałam, choć przecież znam ten tekst i wiedziałam, czym się skończy igranie z duchami przeszłości. Krótko mówiąc: prawdziwie i precyzyjnie skrojona farsa, która ma szansę stać się przebojem tej sceny. Z tego co wiem, nie jedynym. Dlatego chętnie wrócę do Sopotu, aby śledzić kolejne premiery na Scenie Kameralnej."

Magdalena Kuydowicz, Zwierciadło