Dziennik o wrześniowej premierze Cieplaka

„Filmowa scena w teatrze? Dlaczego nie, Plus pokaz slajdów z obrazami największych malarzy, dynamiczna muzyka i elementy happeningu - to wszystko w najnowszym spektaklu PIOTRA CIEPLAKA "Charlie bokserem", który reżyser przygotowuje na otwarcie nowej Sceny Kameralnej w Sopocie. Premiera 19 września.

Spektakl rozpoczyna się od 15-minutowej sceny z filmu "Światła wielkiego miasta", podczas której Charlie Chaplin walczy na ringu z "Rzeźnikiem" z Bostonu. Na tyle, na ile się dało, bo film to zupełnie co innego niż teatr, pieczołowicie odtworzyliśmy choreografię tej sceny. Walka jest też początkiem rozmowy o ikonie, ale również o tym, kim jesteśmy - mówi nam Piotr Cieplak, reżyser spektaklu. W roli Chaplina zobaczymy znakomitego tancerza i choreografa, założyciela Teatru Dada von Bzdülöw (1993) Leszka Bzdyla, z którym Cieplak pracuje już nie pierwszy raz.

Przygotowali wspólnie m.in. zrealizowane w łódzkim Teatrze Nowym świetne taneczne przedstawienie "Przed południem, przed zmierzchem" pozbawione linearnie traktowanej fabuły i słów. - Chaplin pomimo swojej kruchości, bycia przeciętniakiem takim jak my stał się wielkim aktorem. Jest ikoną współczesnego człowieka, któremu na głowę zwalają się przeróżne problemy, ale dzielnie staje do walki z tymi "potworami", taki Don Kichot i Sancho Pansa w jednym - tłumaczy reżyser.

"Charlie..." to jego autorski projekt, który ciągle w trakcie prób jeszcze się zmienia. Podczas spektaklu zobaczymy pokaz kilkuset slajdów z obrazami światowej sławy malarzy. Nowym elementem, którego do tej pory Cieplak na scenie nie stosował, będzie wykorzystanie elementu happeningu... poprzez wprowadzenie bohatera z zewnątrz. - Będzie swoistym przewodnikiem, komentatorem podróży, krytykiem. Ten bohater (Maciej Adamczyk, współtwórca poznańskiego Teatru Porywacze Ciał, jednej z najważniejszych niezależnych grup teatralnych w Polsce) posiada równoległe życie. Będzie przerywał akcję, improwizował. Ja zrobię przedstawienie, a on mi będzie je psuł. Zasady psucia mamy jednak ustalone. - Będzie to mój pierwszy spektakl, w który wprzęgnę zasadę improwizacji - tłumaczy Cieplak. - Chciałbym, żeby dzięki temu zabiegowi można było się przynajmniej zbliżyć do pewnej sytuacji: oto tego wieczoru, naprawdę dzisiaj, właśnie teraz, tu wspólnie siedzimy w tej sali i rozmawiamy - dodaje. Nic dziwnego, że kolejny spektakl Piotra Cieplaka najpewniej wymknie się wszelkim gatunkowym klasyfikacjom. Niedawno został on okrzyknięty przez krytyków reżyserem gatunków. Swobodnie porusza się bowiem po przeciwstawnych konwencjach i teatralnych stylistykach. Dość wspomnieć jego ostatnie spektakle. W "Albośmy to jacy tacy..." zrealizowanym w warszawskim Powszechnym "Wesele" Wyspiańskiego posłużyło reżyserowi, by dać głośny i wyraźny komentarz do bieżących wydarzeń politycznych. Na scenie usłyszeliśmy słowa Adama Michnika, Andrzeja Leppera i psalm w obronie Rospudy... Mocny, polityczny teatr. ,Wątpliwość" zrealizowaną u Krystyny Jandy w Teatrze Polonia także czytał w kontekście wydarzeń w kraju. - Utwór amerykańskiego dramatopisarza Johna Patricka Shanleya brzmi teraz tak świeżo i dobitnie w Polsce, w epoce teczek, agentów, skandali i wzajemnych oskarżeń - mówił przed premierą. Potem obrót o 180 stopni i... wielobarwna superprodukcja "Opowiadania dla dzieci" w warszawskim Narodowym, w której scenograf Andrzej Witkowski (odpowiedzialny za scenografię także w "Charlie bokserem") wykorzystał możliwości maszynerii narodowej sceny - w jednym momencie przeniósł nas na most Brooklyński, by w kolejnym pokazać olbrzymią arkę Noego. Potem Cieplak zrealizował nieco skromniejszą, ale równie ciekawą zabawę iluzją, czyli "Utwór sentymentalny na czterech aktorów" z artystami z warszawskiej Montowni - spektakl bez słów, ale za to ze znakomitą muzyką duetu Szamburski/Zakrocki i światem zrobionym z makulatury, szarych papierów oraz taśmy do klejenia. I wreszcie wielkie przedstwienie o końcu pewnej epoki w Starym Teatrze w Krakowie, hołd Cieplaka oddany tradycji - "Król umiera, czyli ceremonie" z Anną Polony, Dorotą Segdą i Jerzym Trelą.

- W teatrze ciekawi mnie inna niż w poprzednich moich spektaklach forma i nieeksploatowany wcześniej sposób opowiadania. A jednego sposobu nie ma, podobnie jak nie ma jednego teatru. Co jest nie tylko ściśle estetyczną, formalną sprawą, ale stoi za tym jakieś przekonanie o świecie. Przekonanie, którego za naszego żywota nie da się rozstrzygnąć. Gdzie jest jego koniec i początek. Smutne, bo chciałby się raz na zawsze to ustalić. A żyjemy w ruchu, wszystko jest dynamiczne. Ustalenie może na chwilę jest możliwe, ale już zaraz wszystko sypie się w gruzy. Nieustanne poszukiwanie. Z drugiej strony to jest dobra wiadomość dla człowieka, bo za owym poszukiwaniem stoją wolność i potrzeba dzielności, doświadczania - mówi reżyser i dodaje - Wydaje mi się, że wszystkie moje przedstawienia z jednej strony zupełnie różnią się od siebie, a jednak są bardzo podobne w badaniu i opisywaniu wspomnianej dynamicznej sytuacji. Czy są tam słowa, czy nie, czy to jest teatr z papieru i bambusa jak w Montowni, czy spektakl dla dzieci - wszystkie mają takie samo podłoże - są jakby przedłużeniem mojego życia.

Po premierze "Charlie bokserem" reżyser planuje realizację w krakowskim Starym Teatrze "Czekając na Godota" m.in. z Jerzym Trelą i Krzysztofem Globiszem. Znów czeka nas zatem zupełnie inna odsłona teatru Piotra Cieplaka. Ale do tego już przywykliśmy w przypadku tego reżysera."

Agnieszka Michalak, Dziennik Gazeta Prawna nr 152

Całość na stronie wortalu teatralnego e-teatr