Charlie wróć!

Zapraszamy do lektury artykułu „Charlie wróć!", w którym Wojciech Świdziński analizuje teatralną recepcję kina niemego, między innymi na przykładzie naszej wrześniowej premiery - CHARLIEGO BOKSEREM.

„Podejmując współpracę z twórcą teatru tańca, Leszkiem Bzdylem, Piotr Cieplak zdecydował się na przywołanie niemego kina przy pomocy pantomimy. Obsadzenie tancerza w roli Charliego pozwoliło na odtworzenie niezwykle intensywnej sekwencji bokserskiej ze ŚWIATEŁ WIELKIEGO MIASTA bez uciekania się do oczywistych w filmie cięć i dubli. Naśladując poszczególne gesty filmowego bohatera, Bzdyl zaprezentował całe spektrum działań fizycznych. Zapobiegliwą ruchliwość zalęknionego o swoje życie małego człowieczka podszył gracją angielskiego arystokraty, na którego Chaplinowski włóczęga zawsze pozował. Trzymał na dystans potężnego Rzeźnika z Bostonu, ukrywając się za plecami sędziego z prawdziwie taneczną synchronizacją. Po otrzymaniu ciosu zastygał w dramatycznym przegięciu, by nagle powrócić do pionu, wywijając pięściami komicznego młynka. Na dźwięk sędziowskiego dzwonka automatycznie ruszał do ataku, jakby zapominając, że przed sekundą słaniał się ze zmęczenia tuż nad deskami ringu.

Te, wyprowadzone z arsenału gagów filmowej burleski, efekty wywodzą się w rzeczywistości z ludowego teatru. Chaplin, będący w młodości cenionym aktorem angielskiego music-hallu, w genialny sposób adaptował dla kina swoje sceniczne doświadczenia. Twórca postaci pana Hulot, Jacques Tati, zauważył, że jest to naturalna prawidłowość: „Wszyscy komicy filmowi godni tej nazwy formowali się w music-hallu lub w cyrku. Jest rzeczą niemożliwą robić film komiczny bez uprzedniej nauki na deskach teatrzyku, bez własnych doświadczeń z publicznością". Cieplak i Bzdyl dokonali zatem swoistej archeologii widowiska: przenosząc na scenę sekwencję filmową w skali jeden do jednego, ujawnili jej teatralny rodowód.

W CHARLIE BOKSEREM kino nieme posłużyło zatem określeniu konwencji bokserskiej uwertury, a przede wszystkim ewokowaniu postaci Charliego Chaplina - „najsławniejszego człowieka na świecie" - jak określił go reżyser Louis Delluc, dodając z emfazą, że „porównać z nim można tylko Chrystusa i Napoleona". Ikoniczna postać małego trampa została wmontowana w eseistyczny wywód na temat przeszłości i teraźniejszości sztuki. Bohater CHARLIEGO BOKSEREM stanowi jednocześnie kreację niezależną. Bzdyl precyzyjnie naśladuje działania Chaplina. Przywdziewa także „kostium" jego charakterystycznych gestów i tików. Mimo to nie staje się nim. Wycięta ze ŚWIATEŁ WIELKIEGO MIASTA sekwencja utraciła kontekst objaśniający dramatyczne okoliczności, w jakich Charlie został zmuszony do wejścia na ring. Jego kolejne pojawienia się w spektaklu nie mają już oparcia w kinowym obrazie. Zdają się czynić z małego trampa abstrakcyjną figurę Wolterowskiego prostaczka, głupiego Jasia, zagubionego we współczesnym świecie świętego z ludowej przypowieści. Jego realne istnienie zostaje wręcz zakwestionowane, co tym bardziej uzasadnia doszukiwanie się, w jego postaci odwiecznego mitu - już nie tylko niemego kina, ale całej ludzkości."

całość na stronie www.teatr-pismo.pl