AMATORKI - znakomita recenzja na łamach Rzeczpospolitej

„Inscenizacja powieści Elfriede Jelinek na scenie Wybrzeże w Gdańsku zasługuje na miano wydarzenia, choć niektórych może szokować.

Austriacka noblistka uważana jest za pisarkę kontrowersyjną i skandalizującą. Szwedzka Akademia po burzliwej dyskusji przyznała jej swe wyróżnienie za „demaskowanie absurdalności stereotypów społecznych". AMATORKI są tego najlepszym przykładem.

To opowieść o czwórce bohaterów wkraczających w dorosłe życie. Mimo młodego wieku pozbyli się złudzeń o romantycznej miłości. Uczącej się krawiectwa Pauli imponuje siła i uroda Ericha, chłopaka niezbyt lotnego i brutalnego. Młoda szwaczka Brigitte widzi swą przyszłość u boku Heinza. Obaj młodzieńcy od początku dają zaś do zrozumienia, że od kobiet oczekują przede wszystkim seksu i prowadzenia domu, a małżeństwo nie zmieni ich dotychczasowego życia. Nie będą rezygnowali ze skoków w bok. Kobiety patrzą z nadzieją, że zapewnią im przynajmniej poczucie stabilizacji. Można dyskutować z trafnością tych spostrzeżeń. Kiedy jednak czyta się reportaże z małych miejscowości, widać, że mocno feministyczna opcja Jelinek jest, niestety, blisko życia.

Przedstawienie wyreżyserowane przez Ewelinę Marciniak robi wrażenie. Jest niezwykle energetyczne. Rozgrywa się w zawrotnym tempie. Aktorzy, wyszydzając schemat komedii romantycznej, na zawołanie policzkują się, obnażają i kopulują.

W tych odważnych scenach nie ma miłości. Wszystko ogranicza się do techniki. Nawet leżąc obok siebie nago, bohaterowie wiją się jak w konwulsjach, przypominając kijanki oglądane pod mikroskopem. A przemoc psychiczna idzie w parze z przemocą fizyczną.

Dorota Androsz, Piotr Biedroń i Piotr Domalewski imponują świetnym warsztatem i sprawnością fizyczną. Czasem demonstrują umiejętności wręcz kaskaderskie. Prawdziwym objawieniem jest jednak Katarzyna Dałek jako dziewczyna, która zgadza się na upokorzenia, ale do końca wierzy w prawdziwą miłość.

Ta brutalna, ale opowiedziana z humorem love story przerywana jest songami Ali Masskotki upozowanej na Audrey Hepburn. To spektakl poruszający, jaki rzadko zdarza się w teatrze."

Jan Bończa-Szabłowski, Rzeczpospolita